Last Christmas I gave you my heart... a w tym roku to ewentualnie nerkę możesz dostać. Wątroby oddać nie mogę, bo jest "lekko używana" i wstyd coś takiego w ogóle komukolwiek pokazać. Narządy narządami, wszystkie podobno równie ważne i przydatne jednak jednych jakoś mniej szkoda. But the very next day you gave it away... i weź potem takie zmarnowane, połamane, poszatkowane (i inne, które można zrobić z kawałkiem mięsa) wyjmij ze śmietnika i napraw. No nie da się, nie da! Sporo czasu i chęci trzeba, żeby coś z tym zrobić i chociaż spróbować mniej więcej posklejać. Świąteczne piosenki krzywdzą mój mózg bardzo. Jednakże! "Rudolf Czerwononosy" jest moim tegorocznym faworytem. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że odczuwam jakieś takie wewnętrzne przywiązanie do biednych, ciamajdowatych "jelonków", które sobie w życiu nie radzą, a potem są bohaterami. Miałam nawet takiego jednego przykleić sobie do okna, ale jakoś tak się skończyło, że leży gdzieś sponiewierany u mnie w pokoju. Może doczeka przyszłego roku albo umycia okien. Za kilka dni święta. Nie to, żebym się cieszyła, bo wcale nie zmieniłam zdania jeśli chodzi o okres świąteczny. Dalej jest dla mnie tylko dłuższym wolnym i okazją do nawpierdzielania (nie ma takiego słowa podobno!) się pierogów i innych takich, których nie ma na codzień. Lubię śnieg (kóry ostatnimi czasy mogę sobie tylko w internecie pooglądać), choinki (chujenki/chuinki jak kto woli) i kolorowe światełka. Zawsze to coś innego niż zwykle (szczególnie kiedy wracasz skądś po nocy). Nie lubię zamieszania i tłumów. Szczególnie kiedy człowiek rano (moje rano znaczy jakoś po 12) idzie na kawę do centrum, a tam kolejki jak za komuny (podobno, bo nie mam z tym związanych osobistych doświadczeń). Ostatnio (jak ktoś mi nawet miło oświadczył) cofam się w rozwoju i dla odprężenia koloruje sobie kolorowanki (masło jest maślane, ale nie wiem jak inaczej to napisać). Dotąd nawet nie zdawałam sobie sprawy jak miłe i relaksujące może być uzupełnianie barwami szarych, pragnących koloru obrazków. Zajmuje mi to cholernie dużo czasu, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmuję, bo uwielbiam tracić swój czas na takie pierdoły. Kolejnym ulubionym zajęciem ostatnio jest oglądanie transmisji na żywo z zoo w Chinach. Moim zainteresowaniem cieszą się głównie (a w zasadzie tylko) pandy! Tak bardzo chcę być pandą.
PS nawet nie wiedziałam, że jest takie imię jak Makary, życie jest pełne niespodzianek!
niedziela, 20 grudnia 2015
niedziela, 29 listopada 2015
Błażeja, Fryderyka
Wysoki brodacz w szarym prochowcu zmienia moje życie. No dobra z tym prochowcem to przegiełam, ale był pierwszym co przyszło mi do głowy i wpasowało się w klimat! Ostatnio jest mi lepiej pod względem życia. Miewam problemy jak każdy, ale jakoś sobie radzę. Mam dużo na głowie (i w tej chwili nie mam na myśli ani włosów ani tym bardziej żadnego, szalonego nakrycia głowy chociaż może by się przydało, bo "winter is comming!") i w głowie. Być może dlatego piszę. Rok się niedługo kończy, czas leci jakby był odrzutowcem najwyższej klasy. Nie wiem czy to porównanie ma jakikolwiek większy sens, ale wszyscy wiemy o co chodzi! Nieubłaganie wszystko się zmienia i przychodzi do nas nowe. Nowe lepsze? Nowe gorsze? Ciężko powiedzieć. Mam ochotę coś zmienić w swoim życiu, coś postanowić, dokonać wyboru. Prawdopodobie skończy się zmianą koloru włosów (to akurat już jest zaplanowane na konkretny termin!) i nic więcej nie zrobię porządnego! Znam siebie zbyt dobrze, żeby obiecywać wielkie rzeczy. Potrafię oklamać samą siebie, ale już nie chcę tego robić.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Edmunda, Leona
Miało być o czymś innym, ale skończyłam właśnie czytać WSZYSTKIE notki na moim poprzednim blogu. Zrobiło mi się tak jakoś przykro. Oprócz notek przeczytałam oczywiście też wszystkie komentarze (których nie było jakoś wielkiej ilości) i to chyba bardziej przez nie czuję się tak jak się czuję. Tylu ludzi przewinęło się przez moje życie, tyle znajomości rozpłynęło się, urwało, zniknęło. Z drugiej strony jak na to patrzę to cieszę się, że wciąż mam niektórych ludzi, którzy nie opuszczają mnie od tak wielu lat, wspierają i po prostu są. Czasem jednak żałuje, że niektóre znajomości zwyczajnie nie przetrwały próby czasu. Patrze na jedne z ostatnich tam wpisów i po głowie krąży mi "dlaczego?".
piątek, 13 listopada 2015
Piątek trzynastego
Po ponad rocznej przerwie postanawiam wrócić z nową energią (albo starą tylko, że przetworzoną, w końcu wszyscy chcemy być eko)! Kilka czynników zmobilizowało mnie do powrotu. Nie wiem na jak długo i w jakich odstępach czasowych, ale znowu tu jestem. Wiele się zmieniło w ciągu tego czasu. Poczytałam sobie trochę moich starych wypocin, nie tylko tu, ale na poprzednim blogu, gdzie zaczynałam w roku 2009. Szczerze powiedziawszy to chyba jeden z czynników, który na mnie wpłynął. Mogę szczerze powiedzieć, że uśmiałam się czytają swoją "młodzieńczą twórczość". Poczułam lekkie zażenowanie, że ktoś może to zobaczyć, ale szkoda mi usuwać takie wspomnienia! Zostanie dla potomnych, niech wiedzą jak się kiedyś żyło i jakie pisałam głupotki. Nie wiem czy teraz jestem dużo dojrzalsza niż kiedyś, chociaż w moim pisaniu sporo się zmieniło. Co zauważyłam to to, że nie przychodzi mi to już wcale tak łatwo. Teraz myślę już co wypada, a czego nie. Nie potrafię opowiedzieć swojego dnia, tygodnia z życia. Wydaje mi się to teraz trochę infantylne i nie na miejscu. Czyli jednak się zestarzałam i spoważniałam! Jak to kiedyś napisałam "ludzie po dwudziestce to już starzy są, a Ci co mają dziewiętnaście lat to już prawie dwadzieścia". Mentalnie wciąż czuję się dzieckiem! Chociaż czasem czuję się też zmęczoną życiem staruszką. Raz jest lepiej, raz gorzej. Życie toczy się dalej. I ja też się toczę! ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)